Polak w Chinach

...czyli jak się żyje w Shenzhen?

Plan na popołudnie/wieczór: piłka nożna. 4 drużyny po 5 zawodników, zmiana po 1 bramce.

No to jedziemy środkiem transportu będącym skrzyżowaniem namiotu taczki i motocykla. Koszt dojazdu 15rmb/5 osób.

Na miejscu dobił do nas Jacky, który utknął w korku. Po chwili zaczęła się kopanina.
Ktoś komuś nogę podłożył, ktoś kogoś barkiem trzasnął i wywalił na płot...

Potem ja wybijając z bramki piłkę stałem się powodem salta w tył jednego z moich, gdy oberwał nią w twarz z 3 metrów...
Chwilę później Jacky zastosował swoje kung-fu na przeciwniku... Korkiem w żuchwę... musiało boleć!
Ktoś komuś nabiał obił itd. itd...

Sam też parę razy wylądowałem na sztucznej murawie boiska znajdującego się na dachu wieżowca... więc nowe doświadczenie. 
Finał taki że mam zdartą skórę na kostce (niby nic a szczypie jak cholera), boli mnie piszczel i mam złamany paznokieć palucha...

Dodatkowo podczas gry znów się zgrzałem, ale się nie pociłem. Już wiem jak czuje się procesor bez radiatora i wiatraczka.
Ale czemu tak się dzieje? Może dieta? Czegoś mi brakuje, że się pot nie wydziela?

Po grze, klasycznie - kolacja... a ja nadal zgrzany. Nic nie pomaga kolejny wypity litr wody... w niczym też nie pomaga chlapanie na siebie wodą. Kolację podano a mi tylko na wymioty się zbiera...  brak elektrolitów czy jak?

Niczego nie zjadłem, łyknąłem tylko wody z solą i wypiłem duuuuużo świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy. Nie wiem co jest grane. Źle się czuję i tyle.
Jacky odstawił nas do metra. W metrze sesja zdjęciowa z zainteresowanym moją brodą ochroniarzem - im każą się golić. Także mam nowego "przyjaciela". Oczywiście z sytuacji zrobiła się taka beczka, że pół metra lało pod siebie... no ale cóż. Na chwilę zapomniałem że zdycham...

SPAAAAĆ


Wszelkie prawa zastrzeżone


DSGN: Ronsed